Wielki dzień zbliża się wręcz stumilowymi susami.
W Matki Bożej Pieniężnej opuszczam Polskę aby spędzić wakacje życia ponad 8 tysięcy kilometrów od domu. W kraju mojej wieloletniej fascynacji, Tajlandii. Będzie to początek, przynajmniej taką mam nadzieje, spełnienia marzenia o zwiedzeniu Azji Południowo-Wschodniej.
Dlaczego takie marzenie?
Nie wiem.
Zawsze chciałem podróżować. Do tej pory robiłem to głównie palcem po mapie, a w sumie bardziej nawet kursorem. W ten sposób ze swojego krzesła przemierzyłem prawie cały świat. Na prawdziwe podróżowanie z wielkiego zdarzenia zawsze było za wcześnie, za późno, za mało urlopu, za mało pieniędzy, popsuty laptop, popsuty telefon, dziurawa skarpetka!! Każda wymówka, nawet najmniejsza była dobra. I tak właśnie zostałem podróżnikiem klikaczem. Zamkniętym w marzeniu. Zdawać by się mogło, że jest to marzenie niewystarczająco silne skoro wszystko inne było ważniejsze. Ale zawsze siedziało w okolicach potylicy i dawało o sobie znać za każdym razem gdy ktoś ze znajomych wracał z wakacji albo podczas oglądania filmików podróżniczych na Youtube.
Nie wiem.
Zawsze chciałem podróżować. Do tej pory robiłem to głównie palcem po mapie, a w sumie bardziej nawet kursorem. W ten sposób ze swojego krzesła przemierzyłem prawie cały świat. Na prawdziwe podróżowanie z wielkiego zdarzenia zawsze było za wcześnie, za późno, za mało urlopu, za mało pieniędzy, popsuty laptop, popsuty telefon, dziurawa skarpetka!! Każda wymówka, nawet najmniejsza była dobra. I tak właśnie zostałem podróżnikiem klikaczem. Zamkniętym w marzeniu. Zdawać by się mogło, że jest to marzenie niewystarczająco silne skoro wszystko inne było ważniejsze. Ale zawsze siedziało w okolicach potylicy i dawało o sobie znać za każdym razem gdy ktoś ze znajomych wracał z wakacji albo podczas oglądania filmików podróżniczych na Youtube.
Dobrnąłem do 30 roku życia zwiedzając trochę Słowacji, Czech i Niemiec. Cała moja podróżnicza kariera. Co więcej nie mogę powiedzieć, żebym zwiedził nawet Polskę. Krótko mówiąc byłem pipą w tej kwestii. Tylko chciałem, i fajnie, że chociaż to mi się chciało. Nic w tej kwestii nie robiłem.
Do pewnego momentu.
Podczas spotkania ze znajomymi uradziliśmy. Jedziemy w pizdu. Szybkie głosowanie i ku mojej niezmiernej radości padło na Azję Południowo-Wschodnią, Tajlandia!!
Ok, wiem. Wszyscy jadą do Tajlandii ale gdzieś trzeba zacząć.
Ustaliliśmy wstępnie termin na kwiecień i rozpoczęły się poszukiwania lotu oraz wypracowanie ramowego planu na sam wyjazd.
Na początku myśleliśmy, że skoro już tam będziemy fajnie byłoby zobaczyć jakiś inny kraj, albo dwa. Może Wietnam? Kraj pochodzenia zupy pho. A może Kambodża i Angkor Wat? Może Singapur albo Malezja? Z drugiej jednak strony lecieliśmy do Tajlandii i co? Mieliśmy nie być w Tajlandii? Ostatecznie stanęło na zwiedzaniu rzeczonego Kraju Tysiąca Uśmiechów. Bangkok podczas Songkranu, Chiang Mai i słonie oraz Phuket. Trzy tygodnie, trzy, różne miejsca.
Do wylotu zostało półtora dnia.
Salon wygląda jak pobojowisko.
Jako, że jest to moja pierwsza taka wycieczka to wszystko musiałem kupić. Dosłowne wszystko. Wliczając w to ubrania.
Dzisiaj próbne pakowanie + ogarnięcie podręcznego.
Już jestem przerażony.
M.
Ok, wiem. Wszyscy jadą do Tajlandii ale gdzieś trzeba zacząć.
Ustaliliśmy wstępnie termin na kwiecień i rozpoczęły się poszukiwania lotu oraz wypracowanie ramowego planu na sam wyjazd.
Na początku myśleliśmy, że skoro już tam będziemy fajnie byłoby zobaczyć jakiś inny kraj, albo dwa. Może Wietnam? Kraj pochodzenia zupy pho. A może Kambodża i Angkor Wat? Może Singapur albo Malezja? Z drugiej jednak strony lecieliśmy do Tajlandii i co? Mieliśmy nie być w Tajlandii? Ostatecznie stanęło na zwiedzaniu rzeczonego Kraju Tysiąca Uśmiechów. Bangkok podczas Songkranu, Chiang Mai i słonie oraz Phuket. Trzy tygodnie, trzy, różne miejsca.
Do wylotu zostało półtora dnia.
Salon wygląda jak pobojowisko.
Jako, że jest to moja pierwsza taka wycieczka to wszystko musiałem kupić. Dosłowne wszystko. Wliczając w to ubrania.
Dzisiaj próbne pakowanie + ogarnięcie podręcznego.
Już jestem przerażony.
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz