On the road
to dream!
Po trudnej acz udanej walce z plecakami czas przyszedł na
podróż właściwą.
Rozpoczęła się ona o 9:00, no prawie. Ruszyliśmy z Poznania
do Warszawy. `Ta część przebiegła bez najmniejszych niespodzianek. Na lotnisku
dołączyliśmy do drugiej części ekipy, która jechała innym autem. Szybkie
strechowanie plecaków, nadanie bagażu, bramki i odprawa paszportowa, w której
Pan Strażnik ewidentnie nie był zadowolony ze spotkania mnie. Gdyby miał taką
moc padł bym trupem porażony pogardą jego wzroku. Choć może to specyfika tego zawodu,
ponieważ jego kolega po fachu na lotnisku w Dubaju wcale bardziej kontaktowy
nie był. W innych „kasach” Panowie nawet próbowali podobno mówić po polsku. Mój
ani me ani be ani cmoknij mnie w pompkę.
Czas na lot. Tu muszę się na chwilę zatrzymać. Był to mój pierwszy
tak długi lot.
Trochę się go obawiałem, prawie 6 godzin w pozycji siedzącej
w bardzo ograniczonej przestrzeni. Doświadczony dotychczasowymi lotami i
wpijającymi się w kolana oparciami siedzeń przede mną to była perspektywa
nieciekawa. Jakieś było moje zdumienie, gdy się okazało, że Emirates oferuje go
aż nad to co jest mi potrzebne. Do tego siedzenie były dość wygodne. Następne
miłe zaskoczenie to system rozrywkowo-informacyjny. Tona filmów, kilkanaście
nawet w polskich wersjach językowych. Obejrzałem sobie tegorocznego laureata
Oscara dla najlepszego filmu – Kształt wody (polecam choć dziwny) i
zeszłoroczne Jumanji (to polecam bardziej, po prostu czysty fun) ale filmów
jest znacznie więcej.
Następnym trochę zawodem choć zakończonym całkiem pozytywnie
był posiłek. W menu miała być wołowina z puree z groszku lub kurczak z sosie musztardowym,
ale dosłownie 3 osoby przede mną skończyła się wołowina. Został tylko kurak z
kapustką modrą i małymi kluseczkami. Naprawdę smaczny kurczak. Do tego napoje
jak to przemiła Pani Stewardesa Magda powiedziała limitowane jedynie zapasami
samolotu. Soki (w tym bardzo smaczny sok mango), napoje z koncernu Coca-Cola,
piwo, wino, mocniejsze alkohole.
Niestety paru naszych rodaków postanowiło
skorzystać z tej okazji i odbić sobie koszt biletu wypijając maksymalnie dużo
alkoholu. Trochę mi było potem wstyd, bo jeden pan (mała litera to zabieg
celowy) chciał nas wszystkich poinformować o swoich narodowościowych poglądach
pokrzykując raz na jakiś czas coś i krzywo patrząc na ludzi o ciemniejszym
odcieniu skóry.
Lecz po za tym i dość dużą ilością turbulencji powodujących
później gigantyczne kolejki do toalet lot minął miło i bez niespodzianek.
Punktualnie wylądowaliśmy na lotnisku a Dubaj nocą z powietrza po raz pierwszy robi wrażenie. Bezmiar świateł, niezależnie czy na wodzie czy lądzie. Miliardy świateł.
I pierwszy kontakt z powietrzem w Dubaju. Jezu jak duszno, Jezu
jak gorąco. Obok na schodach jeden ze współtowarzyszy logu rozpaczliwie próbuje
utrzymać się w pionie (nawet stewardesa podbiegła do niego i z troską w głosie
poinformowała: Mister, here police is very strict about alcohol, please be
careful – Proszę pana, tutejsza policja jest bardzo rygorystyczna w kwestii
alkoholu, proszę uważać). Autobus podwiózł nas do terminalu. Skorzystaliśmy z
toalety i udaliśmy się odprawy paszportowej, tam kolejka na około 30 minut. Po
odprawie zaczęliśmy myśleć jak przetransportować się do hotelu.
Ostatecznie z braku innej opcji stanęło na taksówce. I tutaj
kolejna przygoda. Mniej ważne dla całej historii jest to, że była to taksówka z
różowym dachem, czyli prowadzona przez kobietę (mają swoje osobne oznaczenia) a
dwa, że Panie nie miała zielonego pojęcia, gdzie ma jechać. Używała google mapsów.
Kurs kosztował nas 50 dirhamów czyli w okolicy 50 złotych (w tym opłata
początkowa za podebranie z lotniska 25 AED).
Zameldowaliśmy się w hotelu i zrobiliśmy szybki obchód
okolicy, która bardziej przypomina zdjęcia z innych krajów arabskich niż
Dubaju. Deira jest jedną ze starszych dzielnic Dubaju, zamieszkałą przez
biedniejszą część jego społeczeństwa. W okolicy pełno knajpek, kawiarenek,
małych sklepików i zdecydowanie podejrzanego towarzystwa acz na pierwszy rzut
miłego i otwartego.
Rządni przygód i chętni sprawdzenia jak działa kuracja
Dicoflorem postanowiliśmy zjeść prawdziwego arabskiego kebsa. Niestety nie
znaleźliśmy baraniny albo wołowiny, więc został nam do wyboru kurczak.
Kupiliśmy wrapa chicken masala za 10 AED. Naprawdę przyjemne, lekko pikantne,
ale surowa marchewka była lekkim zaskoczeniem. A rano żadnych sensacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz